niemcy-brazylia-2014

Niemcy – Brazylia 7:1 – triumf jednych, kompromitacja drugich, a dla nas przyczynek do wspomnień

fot. livetipsportal.com

Niesamowite starcie gigantów, z których jeden okazał się trampkarzem. Triumf jednych i sromotna porażka drugich. 4 gole w 6 minut i 8 w czasie całego spotkania, a dla nas okazja do przypomnienia czasów, w których polska reprezentacja, 7 golami, pokonała Haiti, idąc jak burza po brąz na mundialu.

Historyczny półfinał i pogrom już w pierwszej połowie Takiego rozwoju wypadków nikt się nie spodziewał. Canarinhos zaliczający samych siebie do ścisłych faworytów mundialu, zostają szybko pozbawieni złudzeń. Nie dla trampkarzy finał, ani tym bardziej mistrzowski tytuł! Na zapowiedź pogromu nie trzeba długo czekać. Formę Niemców sygnalizuje Mueller w 11 minucie spotkania – strzela pierwszą bramkę. Przewaga powiększa się już 12 minut później (23′) golem Klosego, który bije przy okazji indywidualny rekord wszechczasów – 16 goli na mundialach! Potem jest już tylko gorzej: 24′ – celny strzał Kroosa. 26′ – Kroos poprawia, a na trybunach łzy, niedowierzanie, złość i ewakuacja – część kibiców opuszcza stadion! 29′ – Khedira zwiększa niemiecką przewagę do 5, Brazylia wciąż z zerem. Gdyby nie konsternacja wszystkich i autentyczna rozpacz Brazylijskich kibiców, byłoby nudno. Nieporadna obrona Canarinhos, niezdolność do ataku, powiększająca się niemiecka przewaga. W pierwszej połowie drużyna Loewego idzie jak taran. Druga połowa Canarinhos jakby lekko się otrząsają, dwa razy przystępują do ataków, ale niemiecka obrona zachowuje czujność. Świetnie broni Neuer. W 69 minucie strzela Schurrle – i powiększa przewagę do 6, a po kolejnych 10 minutach (79′) ponownie Schurrle dobija siódmego, podsumowującego gola. Ostatni gol meczu (90′) należy do Brazylii. Trudno nazwać go podsumowaniem, tym bardziej golem honorowym – Oscar wbija piłkę do niemieckiej bramki, co w tym spotkaniu jest raczej łabędzim śpiewem Canarinhos. Brazylijczycy są zmasakrowani. To, co się stało, nie jest łatwo wytłumaczalne. Może gospodarzy zgubiła własna buta – jak Haitańczyków w ’74, kiedy to szumnie zapowiadany awans, w starciu z orłami Górskiego, okazał się sromotną klęską.